Poznajemy Uściwierz 4

unsplash.com

Najpierw poznanie, potem ochrona

Lód na Uściwierzu (tak, tak był), klangor wokół c.d.

 

Najczęściej rano, choć zdarza się i w innych porach, nie wyłączając nocy, słyszymy potężnie brzmiące fanfary, to właśnie żurawie ogłaszają swoje przybycie i zajęcie terytorium we władanie. Tak donośny głos, słyszany z odległości nawet trzech - czterech kilometrów, jest możliwy do osiągnięcia nie przez struny głosowe, a dzięki zawiniętej, bardzo długiej, opartej na mostku żurawiej tchawicy. Wszystko to działa jak pudło rezonansowe. Gdy do grania takiego „hejnału” dołącza drugi ptak tworzy się tzw. duet unisonalny. Duety takie występują wśród ptaków, których łączy silna więź „emocjonalna”. W Polsce jedynie żurawie wykształciły tą zdolność. Wsłuchując się, stwierdzamy, że każdy ptak wykrzykuje dwusylabowe zawołanie. Zaczyna jeden ptak, a po pierwszej sylabie odzywa się drugi. Efektem czego jest, że pierwsza sylaba jest głosem inicjatora duetu, środkowa sylaba jest wykrzykiwana przez obydwa ptaki, a sylaba końcowa należy do drugiego. Pomimo, że żurawie tańczą przez cały rok i przez całe swoje życie, to na wiosnę pokazy te są najbardziej widowiskowe. Samiec chodzi za samicą, podskakuje, rozpościera skrzydła na różne strony, głęboko się kłaniając. Bierze w dziób pęki traw, trzciny, gałęzi (odpowiednik naszych bukietów czerwonych róż), podrzuca to wszystko do góry. Na początku tego rytuału, samica stoi jakby obojętna, choć z zainteresowaniem przygląda się swojemu mężowi. Zapewne też mówi do niego (tłumacząc to na ludzką mowę): po co aż tak się starasz, przecież i tak na zawsze jestem tylko Twoja. Żurawie, w przeciwieństwie do innych istot, nie wyłączając ludzi, nie znają pojęcia zdrady czy też rozwodu. Ostatnie badania potwierdzają, to co ornitolodzy przypuszczali od dawien dawna, że ptaki te tworzą trwałe, monogamiczne pary „do końca życia”. W literaturze są przedstawiane jako symbol honoru i lojalności. Obserwując „stada kawalerskie”, można zauważyć, że oprócz młodzieży, są tam również ptaki stare, nie do końca już nawet sprawne.  Kiedyś spotkałem się z wyjaśnieniem tego, że po prostu są to ptaki po stracie partnera, które pozostają już jako „nie lęgowe”. Wróćmy jednak do naszych bohaterów. Po dłuższym namyśle, pewnie „dla zasady”, samica dołącza do tańca samca, wykonując często niemalże takie same ruchy i zachowania. Oczywiście oboje bardzo głośno przy tym śpiewają lub jak niektórzy chcą – grają, wrzeszczą itp. Niestety, spektakl ten nie trwa zbyt długo, chociaż przy raptownych zmianach pogody może być powtarzany przez kilka tygodni. Gdy już nacieszą się swoim bagienkiem i sobą, przychodzi czas na poważne życie, w końcu rodzina to przede wszystkim obowiązek. Wybierają miejsce na gniazdo, najchętniej w zalanym wodą lesie (przeważnie jest to ols kępkowo dolinkowy), ale nie koniecznie. Może to być podmokła łąka, zarośla szuwaru trzcinowego, czy kępy łozy. Na małym grądziku (wysepce), gdzie wokół jest woda, układają trochę patyków, trzcin, suchej trawy – ot i cały pałac. Budowla mało skomplikowana, chyba, że zajmą stare gniazdo łabędzi… to wtedy mają „jakby luksusowo”. Samica składa w odstępie kilkudniowym dwa jaja. Trojaczki zdarzają się raz na kilkanaście lat. W małżeństwie państwa żurawi obowiązki dzielone są bardzo sprawiedliwie, nie ma wykorzystywania męża przez żonę czy na odwrót. Uwidacznia się to na przykład w równym czasie wysiadywania. Po około 30 dniach przychodzi na świat potomstwo. Dzięki technice, możemy dokładnie opisać jak to się odbywa. Kiedyś ornitolodzy, gdy zauważali niepokój, nerwowość wśród rodziców, to był znak, że za kilka dni rodzina się powiększy. Dzisiaj wiemy, że młode, przed wykluciem już się odzywają, co powoduje takie zachowanie dorosłych. Tak jak składanie, tak i klucie odbywa się w odstępach kilkudniowych.

      Wreszcie nadszedł ten czas, rodzina się powiększyła.           fot. Sławomir Wróbel

 

Żurawie są zagniazdownikami właściwymi, co oznacza, że po kilku godzinach życia mogą już opuścić gniazdo, ale nie zawsze tak jest, niekiedy jeszcze kilka dni w nim przebywają, czasami też do niego wracaj na noc, nieraz nawet po kilkudziesięciu dniach. Starszy pisklak, jak to w życiu bywa, chce dominować nad młodszym. Aby nie dopuścić do konfliktów oraz wygasić agresję, tata żuraw wyprowadza czupurnego żurawiaka na bagna i tam przebywają w odosobnieniu. Zdarza się, że rozdzielenie odbywa się jeszcze przed wykluciem drugiego. Po kilku dniach następuje połączenie rodziny. Młode rosną dość szybko, a najszybciej chyba rosną im nogi, przez co są bardzo” dinozauropodobne”.

Młoda, dinozauropodobna piękność          fot. Sławomir Wróbel

Gdy już nieco podrosną potrzebują dwa razy więcej pokarmu niż dorosłe. W diecie żurawi dominuje pokarm roślinny, ale białko zwierzęce jest również niezbędne, szczególnie przy tak intensywnym wzroście. Wygląda to tak, że co uda się im znaleźć i da się połknąć, to jest dobre. Może to być mały ślimak, ale i nornica czy duża jaszczurka. Dorosłe są bardzo opiekuńczymi i wymagającymi rodzicami, chociaż same przechodzą w tym czasie pierzenie zupełne które polega na wymianie wszystkich piór na raz, przez co nie mogą fruwać. Na szczęście wymiana „ubranek” odbywa się nie corocznie, a co dwa, trzy lata. Żurawie są ptakami bardzo ostrożnymi i czujnymi, nie da się podejść je zbyt blisko. Doskonały wzrok i słuch pozwalają im na przeżycie i wychowanie dzieci. Gdy jeden osobnik żeruje, drugi rozgląda się po okolicy, potem następuje zmiana. Niejednokrotnie obserwowałem, jak jeden rodzic był „schowany” z dziećmi pośród kęp turzyc, a drugi w tym czasie żerował w oddali. Znany już nam Władysław Taczanowski, tak oto opisuje zachowanie młodych w sytuacjach zagrożenia: „…napotkane przez nieprzyjaciela, uciekają za staremi pieszo… w najniedostępniejsze miejsca …. do połowy dorastające tak już szybko biegają, że ich człowiek na suchem nawet miejscu dognać nie może…”   Po około sześćdziesięciu, siedemdziesięciu dniach, młode już potrafią fruwać, co przynosi dużą ulgę rodzicom. Pociechy są już bezpieczniejsze, bo nie są aż tak narażone na ataki drapieżników naziemnych w postaci lisów czy jenotów. Po nabraniu przez młodzież odpowiedniej wprawy w lotach następuje coś, co do końca nie jest wyjaśnione. Niektóre rodziny pozostają na swoim terytorium aż do odlotu, jak na przykład rodzina z uroczyska Kierkuty. Natomiast inne łączą się z pobratymcami, tworząc nieraz dość duże stada, liczące po kilkaset osobników.

 

W gromadzie raźniej i bezpieczniej.         fot. Tadeusz Roczniak                     

Na żerowanie lecą na pobliskie pola, preferując łany kukurydzy oraz ścierniska po pszenicy. Bliżej wieczora, zrywają się w powietrze i w dużym nieładzie lecą raz w jedną, raz w drugą stronę, jakby nie wiedziały co mają robić. Hałasują przy tym niemiłosiernie. Wszystko to jest dla zmylenia przeciwnika. W pewnym momencie zalega cisza jak makiem zasiał, nie widać również ptaków. Kiedyś sądzono, że ukrywają się one w wysokich trawach. W rzeczywistości ptaki lecą na noclegowisko. Miejsca takie muszą spełniać określone warunki, najlepiej, aby były to otwarte, bagienne tereny, zalane niezbyt głęboką wodą. Tam jest najbezpieczniej. Po przybyciu na nocleg, rozpoczynają się bardzo głośne „rozmowy”, a nawet i „tańce”. Wokół tego rozwrzeszczanego towarzystwa, rozstawiają się strażnicy – stare, doświadczone samce. Poleska legenda głosi, że ci strażnicy to stoją na jednej nodze, bo w drugiej trzymają kamień. Gdy taki wartownik zaśnie, to opuszczony kamień chlupnie do wody, budząc wszystkich wokół. Noclegowiska żurawi znajdują się nie daleko Uściwierza, na bagnach Bubnów, Staw, Łąkach Pociągi. Gdy nastanie jesień, warto tam pojechać chociażby dla widoku kilku tysięcy ptaków, zgromadzonych na niewielkim obszarze. Od początku września zaczynają się odloty na zimowiska jednych oraz przyloty innych z północy Europy, takie nieustanne przemieszczanie, z różnym natężeniem trwa aż do listopada, a nawet i grudnia. Ostatnie zimy nie są zbyt uciążliwe, więc niektóre ptaki uznały, że szkoda czasu i energii na długą podróż i nigdzie nie lecą, jak tej zimy wspomniana już rodzina z uroczyska Kierkuty, albo lecą jedynie w pobliskie doliny większych rzek, czy na wybrzeże Bałtyku. Po przezimowaniu, opisany wyżej krąg życia zacznie się od nowa.

Myślę, że zachęciłem Państwa do obserwacji czy chociażby do nasłuchów tych wspaniałych ptaków. Jednak już niedługo nastąpi przerwa w śpiewie, gdyż wysiadując jaja należy przecież zachować powagę….

(ciąg dalszy nastąpi – mam nadzieję)            

                                                                                                                   Tadeusz Roczniak