Poznajemy UŚCIWIERZ

Najpierw poznanie, potem ochrona

W paragrafie szóstym Statutu Polskiego Związku Wędkarskiego możemy przeczytać, że jednym z celów naszej organizacji jest „działanie na rzecz ochrony przyrody”. Jak to jest realizowane, pomijając aspekty polityczno ideologiczne, nie bardzo wiadomo. Jednakże musimy sobie zdawać sprawę z tego, że PZW nie jest organizacją skupiająca wybitnych naukowców, którzy by mogli stwierdzić bezstronnie w jaki sposób i jak daleko można ingerować w przyrodę chroniąc ją. To co dzisiaj wydaje się nam prawidłowością, za 50 – 100 lat może okazać się, że byliśmy w błędzie. Nie są to proste i oczywiste sprawy, więc zostawmy je uczonym. Jednak postanowienia Statutu zobowiązani jesteśmy realizować, stąd też Zarząd Koła postanowił, że cyklicznie będą ukazywały się artykuły o środowisku, w którym żyjemy i realizujemy swoje wędkarskie pasje. Baba Dioun z Senegalu, leśnik i przyrodnik, w swoim referacie wygłoszonym w 1968 roku stwierdził „Będziemy chronić tylko to, co kochamy. Będziemy kochać tylko to, co rozumiemy. Będziemy rozumieć tylko to, co poznamy”. Myśl ta powinna być podstawą działania osób, które zajmują się ochroną przyrody. Więc najpierw poznanie….

            Nazwa naszego Koła to „Uściwierz” i pochodzi od nazwy jeziora, wobec czego nasze „poznawanie” rozpoczniemy od tego akwenu. Powstanie jeziora jak i całego Polesia jest wynikiem pobytu i działania ostatniego zlodowacenia, ale dawne to dzieje. W czasach bardziej nam współczesnych, powiedzmy sześćdziesiąt lat temu, jezioro wyglądało zupełnie inaczej. Było znacznie większe i głębsze z niewielką ilością roślinności. Do tej pory funkcjonuje nazwa miejsca we wschodniej części - „Czarnoleska trzcina”. Tylko tam rosła trzcina pospolita, ścinano ją kilka razy w sezonie na paszę dla bydła. W roku 1963 rozpoczęto zakrojoną na szeroką skalę „poprawę warunków siedliskowych”. Próba utworzenia zbiorników retencyjnych z jezior Uściwierz, Nadrybie, Bikcze spełzła na niczym, nie poradzono sobie z budową wałów. Pozostawiono te akweny samym sobie, zdegradowane i z obniżonym nawet o jeden metr lustrem wody.  Zmieniono bezpowrotnie środowisko bagienne okolic. Oczywiście nie przeprowadzane były żadne działania kompensacyjne. Kiedyś sądziłem i opisywałem, że „jest to nie rozliczona do tej pory zbrodnia przeciwko naturze”, dzisiaj oceniam to nieco inaczej. Obserwując florę czy awifaunę jeziora można stwierdzić, że w ostatnich latach zmiany w składzie gatunkowym następują znacznie wolniej. Czyżby przyroda dążyła już do stabilizacji?
            Pierwsi członkowie naszego Koła pamiętają, że przez kilka lat na Uściwierzu można było wędkować dopiero od 15 lipca. Dlaczego? Tak dokładnie nie wiadomo. Mówiono, oczywiście po cichu i w wielkiej tajemnicy, że na jeziorze gnieździ się taki mały ptaszek o nazwie wodniczka, nie występujący gdzie indziej i nie wolno mu przeszkadzać. Ciekawe kto rozpuścił taką bajkę, „wszyscy słyszeli, ale...”. Wodniczka (Acrocephalus paludicola), to niewielki ptak żyjący w środkowej i wschodniej części Europy, zagrożony wyginięciem w skali globalnej. W Polsce gniazduje ponad 25% światowej populacji. Wymagają dość specyficznego i ściśle określonego środowiska, przebywają tylko na rozległych, otwartych i podmokłych (zalanych 10, maksymalnie do 15 cm) łąkach torfowiskowych, pozbawionych zakrzaczeń czy trzcinowisk (chociaż niewielkie, z rzadka występujące płaty są konieczne). Przylatują do Polski z zachodniej Afryki po 15 kwietnia, odlatują już od połowy lipca (dorosłe samce) aż do połowy października. W przerwach w podróży mogą zatrzymywać się w trzcinowiskach. W publikacjach podaje się ilość śpiewających samców (samiczki są raczej ciche i nie rzucają się w oczy) gdyż liczenia z obserwacji są bardzo trudne do prowadzenia. Śpiew jest dość charakterystyczny i nie da się go pomylić z innymi gatunkami. Z wyglądu wodniczka często jest mylona przez niedoświadczonych obserwatorów z rokitniczką, szczególnie w lecie, kiedy piórka mają już wypłowiałe i zniszczone.  Rokitniczka żyje jednak w zupełnie innym biotopie o czym napiszę w kolejnych odcinkach. W naszej części kraju jest kilkanaście miejsc, gdzie żyją wodniczki. Największe skupiska są na Bagnie Bubnów, Bagnie Staw i na torfowiskach koło Chełma.

Pomimo, że wodniczki nie znajdziemy na Uściwierzu tudzież w jego okolicach (ostatni raz słyszałem śpiewającego samca w zakątkach uroczyska Lipki, osiemnaście lat temu), napisałem o tym sympatycznym skądinąd ptaku, aby wędkarze nie wierzyli pojawiającym się w ostatnim czasie plotkom (?) o wyłączeniu z rekreacji Uściwierza „bo wodniczka wróciła”.

(ciąg dalszy nastąpi – mam nadzieję)          

                                                                                                       Tadeusz Roczniak